Żyrafa Sophie – hit czy kit
Kiedy Mikołaj w okolicy czwartego miesiąca życia zaczął ślinić się niczym buldog angielski, nie miałam zielonego pojęcia z czym wiąże się ząbkowanie. Wiedziałam, że zęby będą rosnąć i tyle. Jeszcze kiedy siedział w brzuchu wydawało mi się to naturalną koleją rzeczy, mimo, że przecież Irmina – współtwórczyni tego bloga, moja mentorka 😉 w kwestiach dzieciowo-życiowych – niejednokrotnie opowiadała mi o humorach małej Liwii, purpurowo-fioletowych dziąsłach i stanach podgorączkowych, idących w parze z każdym wyżynającym się zębem. Nie wiem dlaczego wtedy jakoś nie odnotowałam ząbkowania jako rzecz wartą szczególnej uwagi. Zęby jak zęby, rosną i na koniec wypadają, a że dziecko TROCHĘ pomarudzi… Moje, mam nadzieję, przejdzie to bezobjawowo – myślałam. Oczywiście szkoda mi było Małej i to bardzo, ale łudziłam się (o głupia ja), że mnie jakimś cudem ominie cała ta „przyjemność” związana z okresem ząbkowania Bąbla i (o zgrozo) nie sądziłam, że potrwa to tak długo.
I tak, stało się. Trafił mi się chyba jeden z najcięższych egzemplarzy… Zalążki zębów dawały o sobie znać kiedy M. skończył cztery miesiące, a przecież miało być już teraz tak pięknie. Miały skończyć się rewolucje brzuszkowe i powinnam od tej spory przesypiać z M. większość nocy – tak przynajmniej zapewniała mnie położna środowiskowa. Kłamała… 😉
Pierwszy ząb pojawił się… kiedy Mały miał jedenaście miesięcy… W tym okresie, z resztą do dziś dnia tak jest, pobudki 6 razy na godzinę były standardem, a spanie/czuwanie w pozycji siedzącej lub podskakiwanie w galopie przez sypialnię o 4.00 nad ranem nie było niczym nadzwyczajnym. Swoją drogą, nie wiem jakim cudem mój mózg całkowicie nie skapitulował przy takim stanie rzeczy, ale chyba nawalił w dniu kiedy w desperacji postanowiłam ulżyć swemu dziecku w cierpieniu kupując mu – taraaaaaa – Żyrafę Sophie!
Zepsułam Wam cały fun i już na dzień dobry zdradziłam, że było to najgorzej wydane osiemdziesiąt kila złotych – I TO W PROMOCJI – w moim życiu. Już Wam mówię dlaczego, bo przecież w sieci same ochy i achy na temat tej kauczukowej oszustki.
Nie mogłam doczekać się przesyłki z Sophie od dnia, w którym kliknęłam „Wrzuć do koszyka”. Okazało się, że moje dziecko nie podzielało mojego entuzjazmu kiedy w końcu przyszła do nas paczka z zamówieniem. Zainteresowało się jedynie kartonem, nie mylić z opakowaniem od Sophie. Otworzyłam pudełko i zobaczyłam to małe coś. Oszukiwałam się sama przed sobą, że zabawka jest śliczna, słodka, urocza i … Nie no, za co ja zapłaciłam tyle forsy, upadłaś na głowę Katarzyna i to zdrowo, żeby wpaść na pomysł zakupu tego czegoś. No tak, ale przecież Mikołajowi to pomoże, ulży mu jak sobie ją pogryzie i na pewno zęby będą teraz przebijać się znacznie łatwiej, bo będzie ją cały czas memlać w buzi i yyyyy… Nie no, musi coś w tym być – usprawiedliwiałam swój absurdalny zakup. O tym, co powie mąż jak dowie się ile zapłaciłam za ten #EkstraMustHaveSuperHiperTurbo gadżet, starałam się nawet nie myśleć.
O, co to? – powiedział mężu
YYYYYY, taki super hiper gadżet dla ząbkujących dzieci.
Ile to kosztowało?
Osiemdziesiąt kilka złotych z przesyłką.
Co?!?! Zwariowałaś.
Dlaczego, przecież to jest robione ręcznie, z super materiałów, ma historię i w ogóle dzieci na całym świecie ją kochają. Z resztą, nie ważne ile kosztowała, ważne, że Mikołajowi będzie teraz nieco łatwiej, wiesz jak się męczy z tymi zębolami. Żydzisz mu tych kilkudziesięciu złotych, weź…
I co, podoba mu się?
No właśnie, na razie nie… To znaczy, trudno powiedzieć… Ale wiesz, był zmęczony itd.
No dobra, wywaliłaś pieniądze w błoto.
Tak, wywaliłam…
Krótki dialog i wszystko stało się jasne.
Nie wiem jakim cudem dzieci w 80 krajach świata kochają Żyrafkę Sophie. No na prawdę staram się to pojąć i w to uwierzyć, ale nawet teraz kiedy mam ją przed sobą, nadal nie pojmuję jej fenomenu. Wiadomo, do końca nie da się zrozumieć dzieci i ich upodobań, ale mój Mikołaj nie wykazuje i od początku nie wykazywał żadnego zainteresowania tym gryzakiem. Na prawdę wolał godzinami rzuć nakładkę na palec służącą do mycia zębów (koszt mniej niż 3 zł), co z resztą wydaje i się być bardziej sensowne niż żyrafa. Gryzł wszystko dookoła, tylko nie Sophie. Zdeterminowana podsuwałam mu ją w różnych sytuacjach powtarzając sobie w głowie, że musi, no przecież musi w końcu załapać, skoro wszystkie dzieci ją kochają. Wszystkie, tylko nie mój Mały M.
Podjęłam nawet próbę użycia Sophie jako zabawki, wkładałam ją między zwierzęta kiedy budowaliśmy zagrodę ZOO. Sophie niestety lądowała z impetem pod łóżkiem, czemu towarzyszył charakterystyczny okrzyk sprzeciwu. Ok, ostatnia szansa… Wiem, że nie można, ale wrzuciłam Sophie do wanny, a niech stracę – pomyślałam, i tak mały się nią nie bawi. I?!?!? NIC. Dupa, Jasiu… Nic. Po prostu u nas się nie sprawdziła, choć wiem, że u wielu koleżanek wręcz przeciwnie.
Nie wiem, może po prostu Mikołaj ma inne upodobania niż większość dzieci, ale nic na siłę. Póki co zostawiam Sophie zielone światło i chowam do szuflady, a nóż jeszcze się przyda 😉
A Wy jakie macie doświadczenia z Żyrafą?
Czy Wasze ząbkujące maluchy pokochały ją od pierwszego wejrzenia, a może tak jak Mikołaj, wolały bawić się wszystkim byle nie Sophie?
Dajcie znać w komentarzach
Do następnego.
K.
P.S Dla tych, którzy nie wiedzą o co kaman z Żyrafą i czym mogłam kierować się dokonując zakupu, słowo od producenta:
„Żyrafa Sophie, to kultowa francuska zabawka, która towarzyszy dzieciom na całym świecie od ponad 50 lat.
Żyrafa Sophie wszechstronnie stymuluje rozwój dziecka:
– wzrok – w wieku 3 miesięcy wzrok niemowlęcia jest nadal ograniczony i może jedynie rozpoznawać duże kontrasty. Ciemne i kontrastowe przyciągające uwagę cętki dostarczają wzrokowej stymulacji dlatego bardzo szybko staje się znajomą i łatwo rozpoznawalną dla dziecka;
– słuch – piszczałka umieszczona w brzuszku bawi i stymuluje słuch dziecka. Na początku śmieszny dźwięk pomaga w stymulacji słuchu dziecka, a następnie pomaga mu w zrozumieniu połączenia pomiędzy przyczyną i skutkiem.
– dotyk – Żyrafa Sophie jest miękka i delikatna, wyjątkowo przyjemna dla małych rączek, a równocześnie jej kształt pozwala na łatwe chwytanie
Żyrafa Sophie wszechstronnie stymuluje rozwój dziecka:
– wzrok – w wieku 3 miesięcy wzrok niemowlęcia jest nadal ograniczony i może jedynie rozpoznawać duże kontrasty. Ciemne i kontrastowe przyciągające uwagę cętki dostarczają wzrokowej stymulacji dlatego bardzo szybko staje się znajomą i łatwo rozpoznawalną dla dziecka;
– słuch – piszczałka umieszczona w brzuszku bawi i stymuluje słuch dziecka. Na początku śmieszny dźwięk pomaga w stymulacji słuchu dziecka, a następnie pomaga mu w zrozumieniu połączenia pomiędzy przyczyną i skutkiem.
– dotyk – Żyrafa Sophie jest miękka i delikatna, wyjątkowo przyjemna dla małych rączek, a równocześnie jej kształt pozwala na łatwe chwytanie
– węch – Żyrafa Sophie, wykonana z naturalnego kauczuku o sobie tylko właściwym zapachu, dziecko szybko go zapamiętuje, a dzięki temu momentalnie rozpoznaje Żyrafę i czuje się z nią bezpiecznie;
Żyrafa Sophie jest w 100 % naturalna, jest w 100% zrobiona z naturalnej gumy i farby spożywczej. Jest zatem w pełni bezpieczna dla gryzienia, ssania i lizania tak jak smoczek od butelki. A obła budowa i wiele części łatwych do żucia (uszy, rogi, nogi) sprawiają, że jest świetnym remedium na ukojenie dziecięcych dziąsełek podczas ząbkowania.
Żyrafa Sophie jest w 100 % naturalna, jest w 100% zrobiona z naturalnej gumy i farby spożywczej. Jest zatem w pełni bezpieczna dla gryzienia, ssania i lizania tak jak smoczek od butelki. A obła budowa i wiele części łatwych do żucia (uszy, rogi, nogi) sprawiają, że jest świetnym remedium na ukojenie dziecięcych dziąsełek podczas ząbkowania.
Guma wykorzystywana przez firmę VULLI S.A. pochodzi z drzewa gumowego Hevea rosnącego w Malezji. Każdego ranka przed nastaniem upału, mleczna ciecz, która wycieka spod kory drzewa, zbierana jest z milionów drzew Hevea. Ta ciecz znana jest jako „lateks”. Lateks jest substancją naturalną, elastyczną, wodoodporną, zachowuje się jak izolator, jest miły w dotyku i ładnie pachnie. VULLI S.A. podgrzewa lateks i poddaje go specjalnemu procesowi z wykorzystaniem techniki rotacyjnomodelującej. A potem powstaje pięna żyrafa Sophie!
Żyrafa Sophie ma 18 cm długości. „
Żyrafa Sophie ma 18 cm długości. „
Mikołaj niestety nie docenił jej geniuszu 😉
