Osobniki, o których piszę są bardzo sprytne, o licznych zdolnościach destrukcyjnych. Zaczynają od zdemolowania wnętrzności. Następnie biorą się za tors. Wysysają wszystko do cna, wywołując w kąciku ust zajada utrzymującego się przez 2 miesiące. Myślisz, że na tym koniec? O nie, wizyta u dentysty minimum pięć razy do roku murowana. Zapewniają też dodatkowe atrakcje w domu takie jak np.: czyszczenie wszystkich odpływów zapchanych wypadającymi włosami. I wisienka na torcie – walka dniami i nocami o atencję mojego męża. Stosują przy tym przeróżne niecne techniki. Co ciekawe Pseudowampiry nie lubią żerować na Tatusiu. One lubią jak go nie ma. Hmmm, to znaczy lubią jak jest, ale za to mnie chcą mieć tylko dla siebie… Poza tym z dnia na dzień zmuszają mnie do wykonywania 1000 czynności przez co nie mam już czasu na nic innego, nie wspomnę już o sile. Już wiecie kim są?
TO DZIECI…
Nie będę ukrywać, że po ich narodzinach nasze życie zmieniło się nie do poznania. Skończyły się leniwe dni w „barłogu” z popcornem przed ulubionym serialem. Koniec ze spontanicznymi wyskokami na miasto, czy za miasto. Każdy dzień musi być zaplanowany, a i tak zawsze wydarzy się coś, co skutecznie pokrzyżuje i zrujnuje nawet misternie opracowany program dnia. A to choroba, a to kulka w nosie… i można by tak wymieniać bez końca. Nie mówię, że się nie da żyć jak za dawnych czasów (raz na rok), ale bez podrzucenia maluchów do Babci byłoby ciężko.
Co jeszcze zmieniło się w naszym życiu dzięki Wampirom?
Zajęło nam to dość długo, ale teraz rozumiemy się bez słów. Nauczyliśmy się żyć z tymi małymi potworkami. One nas nauczyły jak mamy postępować, co robić i kiedy. Nie ustalaliśmy zasad, nie przydzielaliśmy obowiązków. Wszystko wyszło „w praniu”. Dzień świstaka – wstać, jeść, sprzątać, gotować, jeść, spać, siku, pić, jeść, tulić, bawić, kąpać, jeść, spać, wstać… Końca nie widać.
Z dość sporym opóźnieniem odkryłam, że piętrzące się gary nie uciekają ze zlewu. Okazało się też, że jak nie wstawię prania przez 2 dni, to dzieci chodzą nadal ubrane. W to również ciężko będzie Wam uwierzyć, a jednak – nie wykąpane wieczorem dziecko ma się całkiem dobrze, a na obiad da się jeść naleśniki – PRZEZ TYDZIEŃ.
Jest jedna i to najstraszniejsza rzecz, która nie wyszła w praniu…
Zatraciliśmy siebie w rodzicielstwie. Robiliśmy wszystko tylko wokół dzieci. Ja chciałam być idealną panią domu. Sprzątałam do upadłego, prałam, prasowałam… Oczywiście robię to nadal, ale z większym rozsądkiem. Dotarło do mnie, że za chwilę przeminie truskawkowo – octowy zapach małych szpytek… Nie chcę nic przegapić stojąc w garach. Przede wszystkim dzięki maluchom nareszcie jestem zorganizowana. Potrafię znaleźć czas na wszystko i ZNALEŹLIŚMY nareszcie czas dla siebie. Kurde jakie to jest ważne!!! Dawno nie czułam się tak wspaniale.

Byłam zajęta, przemęczona, zapomniałam o mężu. Jak mogłam? Gdzie przez ten cały czas był mój najlepszy przyjaciel, towarzysz i największa miłość mojego życia? Pewnie akurat zmieniał pieluchę. Mógł też kogoś usypiać, pocieszać po upadku z krzesła, może prowadził właśnie lekcję nauki chodzenia lub pracował. Po 3 latach odetchnęliśmy z ulgą. Osiągnęliśmy wielki sukces 🙂 W tym całym zamieszaniu potrafimy znaleźć czas tylko dla siebie. Może jednym z powodów, dla których zrezygnowaliśmy z bycia kimś poza rodzicami była nasza mała zazdrośnica dostająca ataku szału jak tylko zbliżyłam się do K. na odległość pół metra.
Bardzo wiele zmienia nawet krótka rozmowa. Wspólne wyjście do pracy cieszy podwójnie (jesteśmy razem i to bez dzieci), korzystając z okazji jemy obiad i ucinamy szybki spacer nad morze. Każdego dnia dbamy o to, aby spędzić ze sobą choć chwilę bez Wampirów i po prostu BYĆ DLA SIEBIE.
Pewnie kolejny sukces – odzyskanie naszej sypialni – dopiero za 3 lata. Póki co migrujemy pomiędzy pokojami.
Ja z K. ⇒ Ja z T.⇒ K. z L.⇒Ja z K. i L. ⇒ ostatecznie rano spotykamy się wszyscy w jednej sypialni 😍
I.