Takiego to ze świecą szukać ❤️
Trochę wyleżał się ten post w roboczych na blogu, także może już jest mało aktualny, bo jest o Dniu Taty, a to już było dawno temu. Za to finał zupełnie odbiega od tematu…
W tym roku dałam ciała niemiłosiernie. Nawet nie wiem jak to się stało, a jednak stało się. W połowie zapomniałam o Dniu Taty. W połowie, bo pamiętałam o moim osobistym Tacie, a zapomniałam o Tacie moich dzieci.
Post trochę czasu zalegał w roboczych. Książka już dawno przeczytana, a nasze życie wróciło do normy. Wziął się wreszcie do roboty.
Wszystkie moje koleżanki bardzo mi zazdroszczą męża. Może nie wszystkie, ale zdecydowana większość. A muszę powiedzieć, że jest czego. Nie wiem jacy są inni faceci, ale mój jest naprawdę spoko. Bardzo dużo mi pomaga w domu i przy dzieciach. I to jest główny powód zazdrości. Sprząta, ogarnia zmywarkę, śmieci, rozpakowuje zakupy, kąpie dzieci, usypia Liwię. Pewni robi jeszcze wiele innych rzeczy, ale wymieniłam dla mnie najważniejsze. No czego chcieć więcej. Nie wyobrażam sobie, że miałaby robić to wszystko sama. I z tego miejsca bardzo współczuję Mamom, których mężczyźni całymi dniami pracują lub nie kwapią się do pomocy przy dzieciach. Znam nawet takich, którzy ani razu nie zmienili swoim dzieciom pieluchy, albo jak już raz im się zdarzyło, to oczywiście założyli ją tył na przód. Od kiedy urodziła się Liwia, Krzychu oszalał na jej punkcie. Wręcz wyrywał mi ją do kąpieli czy innych czynności. I tak mu zostało do dziś 💓
Czasami narzekam, że jestem zmęczona tym wiecznym sprzątaniem, gotowaniem i całą opieką nad dziećmi, ale tylko do czasu, aż zadzwoni do mnie jakaś koleżanka. Posłucham jej planu dnia i od razu czuję się jak na Bora Bora. Mówię Wam, mam super z tym chłopem.
Piszę tak, bo od dłuższego czasu czuję, że nasze życie wróciło do normy. W sensie wróciło do normy pod kątem „Nas”. Muszę przyznać, że jak na świecie pojawiła się Liwia, wstąpił we mnie jakiś demon. Byłam wykończona, niewyspana, nie do życia i to przekładało się na nasze relacje. Poza tym Liwia dała nam też nieźle popalić. Tymek już jest inny. Spokojny, wyluzowany gość. Może my też mamy bardziej wyluzowane podejście do obchodzenia się z dziećmi, bo jednak pierwsze dziecko to jest totalne zaskoczenie, a z drugim to już wiadomo co i jak.
Do rzeczy. Właśnie mija 7 rok naszej znajomości. Internety mówią, że to jest przełomowy rok, najtrudniejszy w związku. Dla nas najtrudniejszy był rok, w którym urodziła się Liwia. I z tego co mówią moje dzieciate koleżanki, rzeczywiście pojawienie się dziecka na świecie wiele zmienia w związku, jak nie wszystko. Teraz z ręką na sercu, kiedy Liwia ma 3,5 roku mogę powiedzieć, że odzyskaliśmy nasz związek. Wcześniej nie widziałam tego, że coś się zmieniło. Myślałam, że cały czas funkcjonowaliśmy tak samo, ale teraz poczułam, że między nami jest jak kiedyś. Dosłownie przeżywamy drugą miłość. Bynajmniej ja, bo nie wiem jak stary 😂Jest tak, jak się poznaliśmy 💓
I co zazdro? Jak macie dzieci i one Was rujnują to dajcie sobie czas. Na naszym przykładzie wystarczyło niespełna 4 lata 😆 Oczywiście nie było źle, bo w większości czasu było między nami nawet spoko, także nie myślcie sobie, że mieliśmy tu jakąś małżeńską patologię. Po prostu teraz mamy idealnie.
Miał być post o zapomnianym dniu Taty, a wyszło, że jest post o odbudowie związku dla posiadaczy dzieci. Ten temat właśnie leżał mi na sercu, taki spontan.
Przyznać się komu dzieciaki dały w kość?
I.
