Szybkie bułki bez wyrastania czyli świeżutkie pieczywo w 25 minut
Pieczenie domowego chleba, bułek czy innego pieczywa zawsze kojarzyło mi się z czymś skomplikowanym, ponad moje możliwości i nie do ogarnięcia. Niesłusznie. Swoją przygodę z wypiekami zaczęłam od – jak mi się wówczas wydawało – ciężkiego kalibru, bo od pieczywa na zakwasie. „Wyhodowałam” zakwas i zaczęłam piec. Przepadłam. Tak mi się to spodobało, że zaczęłam tym zarażać najbliższych. I tak mój zakwas dał zaczątek chlebom teściowej w Radomiu, później koleżanki z jej pracy zaczęły piec zachęcone zapachem kanapek przynoszonych przez teściową. Przetransportowałam też słoik 600 km dalej – do Gdyni – i tak dałam początek domowej piekarni przy Damroki. Obie z Irminą zaprzestałyśmy pieczenia, gdy na świecie pojawiły się nasze dzieci. Z bólem serca powróciłam do chleba z marketu, ale… Co jakiś czas sięgałam po szybkie przepisy bazujące na drożdżach. I tak setki razy wracałam do sprawdzonej receptury Irminy na przepyszne bagietki. Testowałam też bułeczki wyrastające w nocy w lodówce, do złudzenia przypominające te na zakwasie i… I nadal brakowało mi czasu na pieczenie. Sam proces nie jest jakiś pracochłonny, ale czas wyrastania, ponownego wyrabiania itd. skutecznie mnie zniechęcał. Do pewnego dnia, kiedy to olśniona, wpadłam na zdjęcie na Instagramie, na którym widniały piękne buły, a przy nich hasztag #bezwyrastania ! Nie wiem dlaczego wcześniej nie zapytałam o to wujka googla. Przecież to takie banalne! I tak od prawie miesiąca raczę się świeżutkimi bułeczkami, do których potrzeba mąki, wody, drożdży i soli. Uczciwe pieczywo bez wynalazków, polepszaczy i innych cudów. Zapewniam Was, że wyjdzie każdemu i nie należy się obawiać, że coś pójdzie nie tak. Do tego śmiało można je jeść przez co najmniej 3 kolejne dni – możliwe, że dłużej, ale nigdy u nas tyle nie wytrzymały 😁
Teraz, kiedy niedziela stała się dniem wolnym od pracy, nie jednemu z Was uratują tyłek, kiedy rankiem okaże się, że chlebak pusty, a Wy nijak nie możecie się obejść bez ulubionej kanapki.
Testujcie zatem i cieszcie się domowym pieczywem, które przygotujecie między nastawianiem wody na kawę, a wyciągnięciem masła z lodówki.
Składniki na 8 bułek:
– 500 g mąki
– 300 ml wody
– pół łyżki stołowej soli
– 20 g drożdży świeżych lub 7 g suchych
– łyżka miodu lub innego słodu
Umieszczamy w misce pokruszone drożdże. Dodajemy miód i odrobinę wody. Mieszamy do momentu połączenia składników stopniowo dolewając wody. Wsypujemy mąkę i wyrabiamy ciasto. Jeśli korzystamy z suchych drożdży, najpierw mieszamy mąkę z drożdżami i wlewamy wodę z rozpuszczonym słodem. Dalej postępujemy bez zmian. Wyrabiamy ciasto do momentu, aż poczujemy, że robi się elastyczne i odchodzi od dłoni. W między czasie podsypujemy je solą. Ja zwykle kończę wyrabianie na blacie lub stolnicy podsypanej mąką i proces dodawania soli przeprowadzam właśnie wtedy. Wyrobione ciasto rolujemy w wałek i dzielimy go na 8 części. Formujemy bułeczki i układamy je na blaszce do pieczenia (używam tej płytkiej z piekarnika) wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do NIEROZGRZANEGO piekarnika. Ustawiamy piekarnik na 200 stopni – u mnie opcja góra – dół – i pieczemy przez 20 minut, aż bułeczki się zrumienią. I to wszystko. Szybko, łatwo i pysznie.
Nie potrafię wskazać autora przepisu. Wiecie jak to jest kiedy przewijacie fotki na IG… Wcięło, ni ma, nie wiem… Przepis bazowy podawał ilość na 16 bułek z mąki pszennej – 1 kg. Sól dodawało się na początku, razem z mąką. Bazował na świeżych drożdżach, ale ja robiłam na suchych i nie zauważyłam żadnej różnicy, prócz tego, że było jeszcze szybciej. Piekłam bułki zarówno na mące pszennej jak i na mieszankach. Najlepsze moim zdaniem wychodzą z mąki pszennej chlebowej BIO dostępnej w Lidlu za około 4.00 zł za kilogram. Robiłam też mieszanki pszenno – żytnie. Jeśli korzystacie z mąki z grubszego przemiału ( razowa, pełnoziarnista itd.) ciasto będzie bardziej kleić się do dłoni. Podsypujcie je wówczas stopniowo dodatkową ilością mąki, do momentu aż zacznie odchodzić od dłoni. Wykorzystuję do tego celu mąkę pszenną, wtedy ciasto szybciej robi się elastyczne. Wierzch bułek przed samym pieczeniem można posmarować rozmąconym jajkiem, Zyskają wtedy piękny „rumieniec” widoczny na pierwszym zdjęciu. Swoje wypieki często posypuję ulubionymi pestkami, co Wam również serdecznie polecam. Weekendowe kanapki wyglądają u nas tak 😀
To co? Na kiedy planujecie swój pierwszy raz w piekarni 😉 ?
K.
