Syrop z młodych pędów sosny
Ostatnio u nas na blogu same przepisy, ale maj jest takim miesiącem, że wstyd byłoby nie skorzystać z jego dobrodziejstw.
W tym roku wszystko jest trochę później, bynajmniej u nas nad morzem. Dopiero co skończyły się mniszki, a zazwyczaj zbieram je na początku maja, a nawet na przełomie kwietnia i maja.
Maj dobiega końca, a ja właśnie skończyłam robić syrop z młodych pędów sosny. To wszystko za sprawą mało słonecznej pogody.
Pędy zbieramy w miejscach oddalonych od szos. Najlepsze są te, nie przekraczające długością kciuka czy palca wskazującego (około 12 cm). Należy pamiętać o tym, żeby nie oberwać wszystkich pędów z jednego drzewa. To zahamuje jego roczny przyrost. Do zbierania załóż rękawiczki. To strasznie lepki temat.
Do przygotowania syropu z pędów sosny potrzebujesz:
– młode pędy sosny
– cukier ( ja używam trzcinowego, może być biały, ksylitol)
– słój (kilka litrowych), pokrywki lub gazę
– ubijaczka, tłuczek
Zbieram pędy. Wyparzam słoiki i przykrywki. Pędy rozkładam na stole i wypuszczam „mieszkańców”. Są różne szkoły co do oczyszczania pędów. Niektórzy je obierają, inni myją. Ja nic z nimi nie robię. Kroję je na centymetrowe części. Wrzucam do słoiki i zasypuję cukrem w stosunku 1:1. Każdą warstwę porządnie ubijam. Wypełnione słoiki lekko zakręcam pokrywkami i odstawiam w najbardziej nasłonecznione miejsce w domu na około 4 tygodnie. Codziennie nimi potrząsam. Używam pokrywek, ponieważ ułatwiają sprawę potrząsania. Syrop nabierze mocnego, herbacianego koloru. Wtedy jest gotowy. Syrop zlewam do wyparzonych słoików, pędy odciska. Przechowuję je w ciemny, chłodnym miejscu. Mogą tak stać spokojnie do następnego roku. Ze względu na dzieci, my nie dodajemy alkoholu, ale wiem, że pędy po zebraniu można namoczyć przez noc np.: w spirytusie, a na następny dzień zapakować do słoika.
Jak na następny dzień pędy nie zaczną puszczać soków trzeba dodać ciutkę przegotowanej wody (kieliszek około 40 ml) i wstrząsnąć.

