Połogu!!!
Będąc w ciąży przez myśli mi nie przeszło, że poród to nie koniec historii. Obiły mi się o uszy hasła typu: rodzenie łożyska, połóg, trzecia i czwarta faza porodu, ale byłam tak przerażona porodem, że nic już nie miało dla mnie znaczenia. Jedyne czego wtedy pragnęłam i o czym myślałam, to być już w dwóch kawałkach i mieć to całe rodzenie za sobą.
Na początku grudnia bardzo szybko okazało się, że moje czarne myśli porodowe dopadły mnie i mogłam się przekonać „jak to jest” na własnej skórze. Jest główka! To sobie myślę: no spoko, dałam radę 18 godzin to jeszcze te parę minut się jakoś przemęczę. I rzeczywiście po maksymalnie 2 minutach mieliśmy główkę z resztą ciała na zewnątrz brzucha. Byłam bardzo szczęśliwa, a jeszcze bardziej wyczerpana. Marzyłam o zamknięciu oczu chociaż na chwilkę i złapaniu spokojnego oddechu. Nawet mój Krzysiek myślał, że właśnie mi odbiło: Tyle czasu czekaliśmy na dziecko, a ta nawet na nie nie spojrzy i idzie sobie spać! No zwariowała baba! Tym czasem rzuciłam szybkiego luka na Małą i jak zobaczyłam, że ma dwie ręce i dwie nogi, czyli wszystko się zgadza to postanowiłam odsapnąć, ale NIIEEEE da się przecież…
PRZYJ DALEJ
Co jest grane? Z tego wszystkiego zapomniałam, albo jakoś miałam nadzieję, że wszystko wyszło razem z dzieckiem. I nagle SZOK. Trzeba rodzić dalej. Po narodzinach małej moja rola się skończyła, a tym samym skoro mam już dziecko spadła moja motywacja do rodzenia. Ból porodowy toczył się dalej i to było moje ogromne zaskoczenie. Przyznam się szczerze, że nie wiedziałam, że mimo wydania na świat potomstwa poród zaczyna żyć własnym życiem. Przyszła kolej na trzecią fazę porodu, wydalenie łożyska. Może nie był to jakiś super wysiłek, łożysko można porównać to tortu śliwkowego, a w miejscu, z którego się odkleiło powstaje żywa rana. Jakby oczywiste.
Nie mniej jednak fakt, co dzieje się z kobietą po wydaleniu dziecka bardzo mnie zasmucił. Ból brzucha nie ustawał, skurcze były wciąż odczuwalne. Z jednej strony mam swoje wyczekane Maleństwo, a z drugiej strony nie mogę się na niczym skupić, bo ból nie mija. Następuje pierwszy kontakt skóra do skóry 💗 Tulę Maluszka, położna przystawia go do mojej piersi. STOP! Znowu szok i to mocny. Mało z tego, że jeszcze zalega łożysko, tu masz już na głowie dziecko, to jeszcze w tym momencie kiedy Mały ssak odnalazł pierś następuje eksplozja macicy. Oczy wyskakują z orbit i koszmar porodu powraca na nowo. Podczas ssania piersi, wydzielana jest oksytocyna, hormon, który wywołuje skurcze macicy. I teraz dylemat. Zabrać pierś, zostawić, zabrać, zostawić… Skurcze macicy podczas karmienia piersią, te przypominające poród minęły po około 4 dniach. Mówi się, że im częściej Maluszek ssie pierś, tym szybciej macica się obkurczy i z 1,5 kilogramowej, powraca do swojej wyjściowej wagi 50 gramów.
POŁÓG
Po wydaleniu łożyska, które już nie jest nikomu potrzebne, wkroczyłam w czwartą fazę porodu, tzw. połóg, nazywany przeze mnie stanem konia. To czas kiedy mama wciela i adoptuje się do nowej roli, do roli bycia Mamą. Uczymy się naszego noworodka, poznajemy go, poznajemy również siebie na nowo. Organizm kobiety powraca do normy. Macica oczyszcza się czemu towarzyszy obfite krwawienie z dróg rodnych. Utrzymuje się ono nawet do 6 tygodni od porodu. W połączeniu z raną po nacięciu krocza jest euforia na maxa, oczywiście w przenośni. Nie wiem, czy to nie jest zbyt obrażające co chcę napisać. Uwaga po dłuższym zastanowieniu piszę 😛 Przed porodem najbardziej bałam się tego zabiegu. Nic tak mnie nie zastanawiało jak temat nacięcia krocza. Od ginekologa dowiedziałam się, że nacięcie wykonuje się w skurczu, bez żadnego znieczulenia. Nie mogłam tego pomieścić w głowie. Jak się okazuje nacięcie nic nie boli. Mało z tego praktycznie nie czuć kiedy jest wykonywane 😲 Przyszłe Mamy, teraz macie namiastkę porodu, skoro krojenie skalpelem na żywca nic nie boli 😉
Wracając do połogu, oprócz odchodów połogowych mogą wystąpić problemy z załatwianiem się. Największy jest oczywiście bezpośrednio po porodzie. Zwykłe siku staje się niezwykłe, nie mówię już o tym drugim.
Mam wrażenie, że post, który piszę jest ohydny, a z drugiej strony ja jeszcze jako brzuchatka nie natrafiłam na takowego, dlatego byłam wielce zaskoczona tym co dzieje się między moimi nogami i w mojej głowie. Psychika po porodzie również mocno kuleje. Mnie do największego płaczu doprowadzał mój brzuch, nocne poty i wszechobecny widok sierści kota.
Pamiętam, że raz zamknęłam się w łazience, usiadłam na pralce i wyłam. Myśl o posprzątaniu domu z kocich kłaków doprowadziła mnie do istnej histerii. No cóż hormony szaleją i chwilami ja stawałam się szalona. Na moje szczęście i wszystkich domowników ten stan minął.
Kolejną śmieszą historią z perspektywy czasu jest zaniesienie do lekarza dyżurującego na oddziale mojego znaleziska. Tuż po porodzie krwawienie z dróg rodnych jest bardzo obfite. Konieczne są podkłady poporodowe, lignina o czym pisałam TUTAJ
Nagle poczułam, że chyba zaczynam rodzić drugie dziecko i ku mojemu zdziwieniu, że zostanę mamą bliźniąt zaczęłam łapać to oto dziecko. Okazało się, że to nerka lub wątroba, a to chyba niedobrze jak się gubi takie narządy. Szybko pobiegłam do lekarza, pokazać mu co złapałam… o rany jaki wstyd… to skrzep krwi wielkości mojej dłoni, jak porządna pierś kurczaka, dlatego tak ważne jest wzięcie się w garść po porodzie i ogarnianie siebie. Warto pójść pod prysznic i zażyć troszkę ruchu, to zapobiega chorobie zakrzepowej.
Miałyście podobnie? Czy tylko mnie zaskoczył połóg? A to tylko kropla w morzu, bo to tego dochodzi opieka nad Maluszkiem, obowiązki życia codziennego i sto kąpieli dziennie, żeby zmyć z siebie zapach konia.
I.
