Patologia ciąży i inne szpitalne patologie No. 1
Czytam wszystkie mrożące krew w żyłach historię z sal porodowych i nie mogę to uwierzyć!
Poród jest czymś nie do opisania. Dla jednych mało cudowne przeżycie, dla innych piękne, a dla niektórych traumatyczne.
Kiedy tylko dowiedziałam się, że spodziewamy się wyczekanego potomstwa włączyłam tryb CIĄŻA. Nic innego się nie liczyło tylko ciąża, poród, wyprawka, pielęgnacja noworodka. Bardzo ceniłam sobie rady innych mam, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazji do rozmowy z dzieciatą atakowałam ją tysiącem pytań, a że nie mam zbyt wielu koleżanek posiadających dzieci męczyłam dwie te same w kółko ;P
Brałam do siebie oczywiście słowa życzliwych znajomych dotyczące porodu, ale pocieszałam się 3 aspektami :
– pewnie one są jakieś słabeusze, nie to co ja (uprawiałam wyczynowo sport)
– z racji zawodu, zainteresowań ukończyłam kurs mięśni dna miednicy (pomoc przy porodzie)
– nie taki diabeł straszny jak go malują 😉 tak sobie powtarzałam
Nie będę zagłębiać się w szczegóły, nadmienię tylko, iż zdanie przeczytane w internecie: „prędzej zapomnisz jak dziecko miało mieć na imię niż trudy porodu” jest PRAWDĄ.
Moje obydwie ciąże były do siebie bardzo podobne. Start i finał identyczny, w drugiej doszło dodatkowo zagrożenie utratą ciąży.
Identyczny finish to znaczy po 30 tygodniu ciąży wylegiwanie się na patologii ciąży z powodu cholestazy – wewnątrzwątrobowy zastój żółci. Bardzo groźne dla maleństwa. Niektórzy nazywają ją „cichym zabójcą”. Ponoć genetyczna przypadłość. Wolałabym zielone oczy po mamie, ale nie miałam wyboru i dostałam cholestazę. Pewnie moją córkę też to czeka :/
Ostatnie tygodnie mijały na kontrolowaniu stanu zdrowia przede wszystkim dziecka. Po tak długim pobycie uwierzcie mi wyłam jak wilkołak do księżyca.
Zastosowano u mnie oczywiście dietę wątrobową, czyli wszystko chude, gotowane, pieczone bez surowych owoców i warzyw. Brzmi dobrze? Dwie kromki chleba i kawałek masła pasuje do tego opisu prawda… bardzo wartościowe śniadanie i kolacja ciężarnej mamy każdego dnia ;P
Leżałam i kwitłam, jadłam tabletki z podłogi i byłam obmacywana chyba przez wszystkich studentów położnictwa z Trójmiasta. Najgorsze były nocne rodzące, darły się jak Dżany z lasu :O Moje wyniki z dnia na dzień wyglądały coraz gorzej mimo diety i hospitalizacji. Normy wątrobowe 20 x większe i padła decyzja o wywołaniu porodu. Lekarze nie wiedzieli dlaczego nie reaguje na leczenie, poza tym ze słów ordynatora wynikało, że nie wiedzą co ze mną zrobić, bo jestem rzadkością i nie miewają takich przypadków.
Stałam się królikiem doświadczalnym. Wiecie, że za poród siłami natury szpital otrzymuje więcej pieniędzy, niż za CC. Placówki prześcigają się kto da więcej SN!!! Dlatego jest tak bardzo duży nacisk na rodzenie siłami natury, że personel działający pewnie pod naciskiem szpitala, dla którego ratunkiem finansowym jest SN zatraca się w tym zapominając o zdrowiu matki i dziecka. Przez ten czas spędzony w szpitalu w oczekiwaniu na dziecko widziałam i słyszałam wiele, a nawet za wiele.
Rodziły kobiety, które przyszły na umówione CC ze skierowaniem, rodziły ze wskazaniami kardiologicznymi (a nóż się uda i nie dostanie wylewu przy tym), rodziły ze wskazaniami okulistycznymi co groziło pogorszeniem wady…wszystkim kazano rodzić naturalnie.
Absurdalna była sytuacja zaniedbania personelu kiedy to przy pełnym rozwarciu okazało się, że maluszek jest ułożony pośladkowo!!!Otwieracie szeroko oczy ze zdziwienia. Też nie mogę w to uwierzyć, że nikt nie zrobił tej kobiecie podczas przyjęcia na oddział badania USG…szok i brak słów.
Zanim urodziłam Liwkę zwiedziłam porodówkę wzdłuż i wszerz. Byłam na niej codziennie lub co dwa dni w zależności od metody wywoływania porodu. Niestety mnie to nie ruszało. Po wyczerpaniu wszystkich możliwości (2x cewnik, 4x oxytocyna, założenie prepidylu) ordynator stwierdził, że już zbyt dużo pieniędzy kosztowałam NFZ i przebił mi pęcherz płodowy. Po 17 h była z nami Liwia.
Nauczona doświadczeniami z poprzedniego porodu postanowiłam nie popełnić tego samego błędu drugi raz. Przez 9 miesięcy opłacałam zastępcę ordynatora, a że ciąża była zagrożona widywaliśmy się co tydzień, w najlepszym wypadku co dwa. Obiecał, że dołoży wszelkich starań, żeby poród odbył się normalnym tokiem.
Historia zatoczyła koło… wywoływanie porodu wszystkimi dostępnymi metodami i na koniec przebicie pęcherza przez mojego lekarza prowadzącego, mimo braku postępu w porodzie. Cały personel będący na zmianie był temu przeciwny. Położna poinformowała mnie o bardzo dużym prawdopodobieństwie CC: „maluszek nie jest gotowy, nie mamy rozwarcia, wszystko jest twarde, to nie ten czas”. Był 37 tydzień, a Tymusiowi nie spieszyło się na ten świat.
Pod wpływem środków farmakologicznych akcja rozkręciła się do granic możliwości. Położna Iwonka z sercem na dłoni zrobiła wszystko, żeby uniknąć CC, którego bardzo się bałam. Wszystko działo się tak szybko, że przebieg zaskoczył nawet personel. Nagle spadek tętna płodu 99, 87, 62 zamieszanie na oddziale, kroimy na cito!!!
Ostatni skurcz i dzięki zaangażowaniu i doświadczeniu położnej udało się uratować maluszka…
Nie było nam dane cieszenie się naszą Dzidzią, która z powodu zamartwicy została zabrana do innego pomieszczenia. Pamiętam tylko mój paniczny krzycz: Czemu on nie płacze!!!!?????
Czy to nie miała być najpiękniejsza chwila w naszym życiu? Dlaczego jeden człowiek decyduje o życiu jeszcze nienarodzonego maleństwa?
Przykre jest, że Rząd narzuca jednakowy schemat każdej kobiecie, płacąc jakąś kwotę.
Czy ta kwota jest droższa niż ŻYCIE. Moim zdaniem NIE.
Bądźcie asertywne. Znajcie swoje prawa. Wyrażajcie swoje opinie. Nie dajcie się systemowi. Mówcie głośno o swoich obawach na sali porodowej.
CHCĘ RODZIĆ PO LUDZKU!!!
PS Od przyszłego roku program „Rodzić po ludzku” ma przestać istnieć. Zmiana goni zmianę. Ciekawe kto na tym zyska? Raczej nie rodząca kobieta…
Na szczęście po dodatkowych dwóch tygodniach na neonatologii wszystko zakończyło się póki co szczęśliwie, ale pieniądze wydane na ginekologa uważam za wyrzucone w błoto.
Ten człowiek mógł zrujnować mój wspaniały świat, podejmując pochopną, nieprzemyślaną decyzję.


