Ciasteczka Babci Jasi

Wielkimi krokami zbliżają się święta. U nas jeszcze wszędzie panuje bałagan, ale nie spieszę się z porządkami, bo wiem już, że wykonane zbyt szybko i tak będą zniweczone przez Mikołaja nim zdążę odstawić na miejsce wiadro z mopem. Czekam więc do soboty, a póki co oddajemy się tym najprzyjemniejszym czynnościom – pieczemy 🙂
Prócz ciastek, które stały się już coroczną, grudniową tradycją – przepis tu, nie może zabraknąć też tych ze starej receptury mojej babci Jasi. Każdego roku piecze je moja mama. Robi to z reguły na tydzień przed Bożym Narodzeniem, tak żeby poczuć już ducha świąt i mieć małe co nieco do popołudniowej herbaty. Mimo, że jestem wielkim kawoszem, to te ciasteczka najchętniej pogryzam właśnie do herbaty. Są kruche, delikatne i po prostu pyszne. Z racji tego, że przepis jest leciwy, nie znajdziecie tu oleju kokosowego, mąki ryżowej, jaglanej itp. Jadłam je latami żyjąc w przekonaniu, że bazują na maśle. Otóż nie. W składzie jest margaryna i dodatek… smalcu. Nie umarłam, nie przytyłam i jadłam je na potęgę. Raz na jakiś czas można 😉

 

  W tym roku mama piekła je w towarzystwie małego pomocnika. Cieszę się, że ciągoty kulinarne pojawiły się u Mikołaja właśnie w okresie przedświątecznym. Możemy teraz razem celebrować ten czas i mieć przy tym masę frajdy. Nie przedłużając przedstawiam Wam przepis i jednocześnie zachęcam Was do jego wypróbowania. Wykonanie jest niezwykle szybkie i jak widać – dziecinnie proste.
Składniki na 4 pełne blaszki od piekarnika:
– kostka margaryny 250 g – u nas Kasia
– 1/3 kostki smalcu
– jedno całe jajko
– 2 żółtka
– 1 szklanka cukru pudru
– opakowanie cukru waniliowego – 8 g – u babci to jest po prostu opakowanie takiego, jaki akurat ma
– mąka pszenna – mama używa Basi
– drobno posiekane orzechy włoskie- opakowanie 200 g
Z racji tego, że tak jak w większości babcinych przepisów, wiele rzeczy robionych jest „na oko”, „na wyczucie”, mama podała mi optymalną ilość składników, żebyście nie mieli problemu z wykonaniem ciastek. Babcia np. używa tyle mąki, ile wchłonie ciasto. Bezpieczną ilością jest u nas 650 g. Jeśli rezygnujecie z orzechów, dodajcie odpowiednio więcej mąki.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Zagniatamy ciasto ze wszystkich składników i rozwałkowujemy na grubość 5 mm. Wycinamy dowolne kształty. Mama macza je później w brązowym cukrze i układa na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy do zrumienienia. Musicie kontrolować jak to wygląda w Waszym piekarniku. U nas trwa to 10 minut.
Mam nadzieję, że przełamiecie wszechobecną modę na fit-srit przepisy i skosztujecie tych pysznych ciastek. Obiecuję, że nie pożałujecie ;).
K.