Żyrafa Sophie – hit czy kit

Kiedy Mikołaj w okolicy czwartego miesiąca życia zaczął ślinić się niczym buldog angielski, nie miałam zielonego pojęcia z czym wiąże się ząbkowanie. Wiedziałam, że zęby będą rosnąć i tyle. Jeszcze kiedy siedział w brzuchu wydawało mi się to naturalną koleją rzeczy, mimo, że przecież Irmina – współtwórczyni tego bloga, moja mentorka 😉 w kwestiach dzieciowo-życiowych – niejednokrotnie opowiadała mi o humorach małej Liwii, purpurowo-fioletowych dziąsłach i stanach podgorączkowych, idących w parze z każdym wyżynającym .

Drugi raz zostać MAMĄ

  Sięgam pamięcią wstecz, kiedy to 3 lata temu przyszła na świat nasza L. Szczerze mówiąc po trudach porodu nie miałam siły nawet na nią spojrzeć. Było to dla mnie bardzo ciężkie przeżycie, z którym nie mogłam sobie poradzić przez pół roku. Mam na myśli sam poród. Śmiałam się mówiąc do L.: nie wiem kiedy Ci to wybaczę. Żarty żartami, ale ponoć jest w nich sporo prawdy. Okazało się, że nie należę do matek, które .

Rogale Świętomarcińskie – przepis mojej mamy

Rogale Świętomarcińskie kojarzą się głównie z Wielkopolską, skąd też pochodzą, ale powiem Wam szczerze, że mi jeszcze do niedawna nie kojarzyły się z niczym (wstyd 😆). Tak było do czasu, aż kilka lat temu, kiedy mieszkałam jeszcze we Wrocławiu, natknęłam się na nie w jednych z delikatesów. I nie, nie miały one nic wspólnego z tymi dyskontowymi, bo te najczęściej mają niewiele wspólnego z oryginalną recepturą. Były pyszne, ale ich cena była zawrotna. Pamiętam .

Psu na budę

Psich perypetii ciąg dalszy… Jak wygląda życie pod jednym dachem z dwójką małych dzieci i szczeniakiem pisałam tutaj. Domyślacie się pewnie, że taki zestaw nie wróży nic dobrego, tym bardziej, że nasz szczeniak nie należy do spokojnych psiaków. Razem z L. tworzą idealny, ale nie na moje nerwy duet. Liczba zniszczeń, które generują w domu zmusiła mnie do pewnego kroku. Nie jest to może „super” temat na post, ale duma mnie tak rozpiera, że nie .

Wpuściłam Go do kuchni i na szczęście przeżyłam

K., kiedy ma wolne, pomaga mi jak może i jak umie najlepiej. Od jakiegoś czasu przyrządza posiłki w weekendy. Ostatnio totalnie nas zaskoczył swoim daniem. Obiecałam, że jak przeżyję jego kuchenne rewolucje, dodam przepis i puszczę go w świat :). Jest to dość szybkie danie, bardzo dietetyczne, zachwyciło nawet naszego małego niejadka. Nie wspomnę już, że podane do stołu przez kogoś innego niż ja smakowało wyśmienicie. Przeżyłam, mam się dobrze, zatem dziś obiecany przepis .