DZIŚ ZIELONY

Od kiedy mam dzieci przestrzegam pewnych zasad. Śniadanie zawsze musi być.
Za dawnych lat zdarzało mi się wyjść z domu z kawą w kubku termicznym i gnać, gnać, gnać cały dzień. Teraz już się zatrzymałam. Spoczywa na mnie odpowiedzialność za innych, chcesz czy nie – musisz się starać wpoić swoim małym kilka zasad. Zaczynając dzień po obudzeniu Tymka godzina 6.30 schodzę na dół i jak mysz pod miotłą krzątam się po kuchni, żeby nie obudzić pozostałych.

Każdego dnia mam do zrobienia 3 śniadania. Jedno dla młodego. Zazwyczaj jest to jakaś kasza ze świeżymi owocami. Drugie dla Liwii. Menu brata jej nie odpowiada. Wiem co teraz myślicie ta Liwia to jakaś rozpieszczona, powinna też zjeść kaszę. Macie rację. Mimo wszystkich założeń, tysiąca przemyśleń na temat obchodzenia się z dziećmi, karmienia, wychowania itp. muszę przyznać nie wszystko mi się udało.
Ciągle mąż mi powtarza: „to twoja wina”, jak nie zje kaszy, przygotowujesz jej jajeczniczkę na parze, to też nie pasuje? a może zjesz placuszki? Efekt końcowy jest taki, że zjadam swoje śniadanie + trzy śniadania po dziecku. Muszę się przyznać, tak jest. To znaczy tak było. Teraz Liwia dostaje tylko jedno danie na każdy posiłek, nie zje to trudno. Chodzi głodna. Przestrzegając odstępów pomiędzy posiłkami i oczywiście nie zapychając dziecka przekąskami uwierzcie mi zje nawet brukselkę.

A teraz opowiem Wam jak namówiłam mojego męża do wszystkich moich wymysłów, które ewoluują za każdym razem kiedy wyszukam nowy artykuł na temat zdrowego odżywiania.
Poprzez lekki szantaż emocjonalny mój maż mnie wspiera.
– Chcesz się lepiej czuć?
– Wolisz żonę M czy XL?
Trudne? Poszło łatwiej niż myślałam.
Muszę zrzucić jeszcze parę kilogramów po ciąży. Nie odchudzam się, jest to absolutnie nie wskazane u mamy karmiącej. Należy się odżywiać równie dobrze jak podczas ciąży z uwagi na maluszka i oczywiście z uwagi na swoje zdrowie. Mały ssak potrafi zdruzgotać organizm mamy, która nie patrzy na wartości odżywcze spożywanych posiłków.
Od jakiegoś czasu każdego dnia dla mnie i dla męża serwuję koktajl odżywczy. Dziś płatki owsiane, szpinak, banan, daktyle, kefir, nasiona chia. Bardzo smaczne i dość syte śniadanko. Już po paru dniach poczujesz się lżej. Nabierzesz energii, po czym zrozumiesz, że jesteś tym co jesz.
Po jajkach sadzonych na boczku z grzanki z pieczywa pszennego tostowego nie pozostaje nic innego jak walnąć się na kanapie i odpocząć. Oczywiście to tylko moje obserwacje.
Pamiętajmy, że każdy organizm jest inny. Dobierając dietę weźmy po uwagę rodzaj pracy jaką wykonujemy- mężczyzna pracujący fizycznie, a kobieta na infolinii, zgodzisz się, że ich aktywności różni się znacząco. Wniosek: taki koktajl nie sprawdzi się w każdym domu. U mnie póki co wiedzie prym 😀

I.