Robię co mogę, a Ty to lekceważysz!!!
Nadszedł czas na odcięcie pępowiny. Była to bardzo trudna decyzja maglowana u nas od początku wakacji. Znalazło się również bardzo wielu doradców w tej kwestii.
Ona jest za malutka na przedszkole.
Przecież to jeszcze dzidzia.
I tak siedzisz w domu to po co ją wysyłasz do przedszkola?
To, że pracuję w domu nie oznacza, że tylko w nim siedzę. Ja w nim pracuję, a raczej próbuję co skutecznie utrudnia mi moja 3 latka z niekończącymi się pokładami energii.
Doradcom mówię stanowcze NIE! To nie Ty siedzisz w moim domu, z moimi dziećmi, nie Ty próbujesz pracować, a i tak kończę siedzeniem po nocach. Nasza decyzja nie była jednogłośna. Krzysiek nie był zadowolony z mojego pomysłu. Przeanalizowaliśmy wszystkie za i przeciw, ostatecznie dał się namówić. Czy to była dobra decyzja?
Teraz nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Teraz jestem wściekła, aż mi dym idzie uszami.
Droga Mamusiu dlaczego przyprowadzasz chore dziecko do przedszkola? A przepraszam poprawię się: Drogie Mamusie dlaczego PRZYPROWADZACIE chore dzieci, bo nie jesteś jedna, jest Was cała masa.
Mamy połowę października, a Liwia na liście obecności ma jedynie 8 ptaszków od rozpoczęcia roku szkolnego. Marzy o obiecanym karate, niestety wszystkie zajęcia przepadają z powodu choroby. Przepadają zajęcia, a razem z nimi moje ciężko zarobione pieniądze. Co miesiąc muszę zapłacić za przedszkole, do którego moje dziecko nie chodzi. Dodatkowo kupuję leki, którymi muszę je szprycować, bo z tymi przedszkolnymi „zarazami” domowe metody sobie nie radzą.
Z jednej strony mam nadzieję, że jej układ odpornościowy dostanie porządną lekcję, z której wszyscy skorzystamy w przyszłości. Z drugiej strony ŻADNA z Was nie myśli o tym, że:
– Wasze dzieci zarażą Przedszkolanki i za chwilę nie będzie miał się kto opiekować Waszymi chorymi dziećmi
– Zainfekują inne dzieci
– Że te zainfekowane dzieci mają w domu rodzeństwo, w naszym przypadku jest to Tymuś, którego nie chroni nawet moje mleko. Biedak w chorowaniu idzie łeb w łeb z Liwką
– I ostatnie jest najgorsze i najokrutniejsze!!! Nie żal Wam Wy Zołzy Waszych dzieci? bo widzę, że pozostałe macie w głębokim poważaniu!
Duszący kaszel, zielony katar po pachy, gołym okiem widać, że 5 minut temu dałaś mu lek za zbicie gorączki. Pomyśl o tym… To jest istna męczarnia dla Twojego dziecka, uczestniczenie w zajęciach zamiast ciepłego łóżeczka w objęciach kochanej mamy. Jak możesz serwować maluchowi takie atrakcje?
Wszystko rozumiem. Nie możesz wziąć wolnego. Mąż w delegacji. Babcia ma złamaną rękę, a dziadek jest alkoholikiem… Takie jest niestety życie, ale stając się mamą zdecydowałaś się wziąć pełną odpowiedzialność za tą malutką istotę. Zapewnij mu komfort. Ono tego potrzebuje. Na pewno jesteś w stanie coś wymyślić. Musisz tylko chcieć! Przecież jesteś MAMĄ!!! Oszczędź cierpienia swojemu i mojemu dziecku.
Jeśli moje słowa spływają po Tobie jak po kaczce zapytaj lekarza jakie mogą być konsekwencje niedoleczonych, przewlekłych przeziębień. Może to da Ci do myślenia.
Staję na rzęsach, żeby moje dziecko było zdrowe. Cały maj spędziłam na łące zbierając mniszki, z których robię syrop. Robimy z niego kuracje na odporność. Masz szczęście, że zbierałam też pędy sosny na kaszel. Dbam o moją rodzinę najlepiej jak potrafię. Codziennie gotuję zwracając uwagę na dostarczenie im odpowiednich składników odżywczych, bo zdrowy brzuszek (a w zasadzie jelita) to zdrowy cały organizm, a Ty masz to w swoich zadufanych 4 literach. Po co Wam to mówię, co Wy o tym możecie wiedzieć… Widzisz tylko czubek własnego nosa! Szkoda mi Twojego dziecka i mojego!
Wyrzuciłam to z siebie… przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale kwitło to we mnie od dłuższego czasu i miarka się przebrała.
Drugą stroną medalu są Panie przedszkolanki, które przychodzą chore do pracy i oczywiście Dyrekcja przedszkola, która nie potrafi powiedzieć STOP rodzicom chorych dzieci i dać wolnego zakatarzonej nauczycielce.
I.