Kruche ciasteczka korzenne – sprawdzony przepis
Ciasteczka korzenne chodziły za mną od pierwszych mroźnych dni. Maluch ucinający sobie drzemkę, ciepła herbata i dobre, sezonowe ciastko, to coś, co od dłuższego czasu śni mi się po nocach (żeby nie wydawało Wam się to wszystko zbyt kolorowe – Mikołaj porzucił popołudniową drzemkę na rzecz harców w towarzystwie pojękiwań wynikających z totalnego zmęczenia, a w nocy nadal budzimy się srylion razy…). O ile mamą ładnie śpiącego dziecka nie jestem, o tyle o kruche ciasteczka korzenne zawsze mogłabym się postarać 🙂
Poprosiłam Was o sprawdzony przepis na naszym profilu na fb, jednak nikt nie odezwał się pod tym postem. Postanowiłam więc przetestować coś z sieci i być Waszym królikiem doświadczalnym. Miałam dość mocno ograniczone możliwości, bo w mojej lodówce znajdowała się resztka masła, a nie chciałam go zastępować innym tłuszczem ze względu na walory smakowe, których – bądźmy szczerzy – żadne fit srit przepisy z użyciem tłuszczów typu olej kokosowy nie zastąpią.
Miałam 150 g masła, w tym 10 g swojskiego. Przegrzebałam wyniki wujka G. do trzeciej strony i zrobiłam mix przepisów, które udało mi się wykopać.
Oto efekt tego, co przeczytałam plus moje widzimisię:
– 150 g zimnego masła
– 200 g mąki pszennej
– 50 g mąki żytniej (możecie z niej zrezygnować na rzecz tej pierwszej)
– 100 g cukru trzcinowego
– 40 g miodu (następnym razem użyję samego miodu w ilości 100 g, choć w tej wersji też wyszły pyszne)
– 4 łyżki zimnego mleka
– przyprawa do piernika – polecam oczywiście tą według Irminy klik
– foremki do wycinania ciastek
Ja niestety nie miałam domowej przyprawy, a do jej wykonania brakowało mi kluczowych składników. Musiałam ratować się gotową mieszanką, której użyłam uwaga… Całe opakowanie żeby ciasto w końcu miało charakterystyczny smak i zapach!!! Sypałam, smakowałam, znów sypałam, aż zużyłam paczkę i nie miałam więcej, porażka…
No, ale jak się nie ma co się lubi… Dodawajcie przyprawy, zagniatajcie ciasto i sprawdzajcie czy trafia już w Wasze kubki smakowe. Nie zawiera jajek, więc nic Wam nie grozi 😉
Z podanych składników zagniatacie ciasto. Zawijacie w folię spożywczą i siup do lodówki na 1 h.
U mnie czekały do dnia kolejnego, bo chciałam wycinać ciastka z Mikołajem, a wzięłam się za ich zrobienie zbyt późno i niestety mój mały towarzysz odpadł przed czasem.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni – u mnie opcja „góra-dół”. W tym czasie szykujemy papier do pieczenia odpowiadający rozmiarem wielkości blaszki. Ja tnę trzy takie kawałki. Dwa do pieczenia, jeden do wałkowania. Ciasto dzielimy na 4 części. Każdą z nich kolejno wałkujemy na jednym z kawałków papieru i wycinamy ciastka o pożądanych kształtach. Resztę ciasta zbieramy i powtarzamy czynności do momentu aż zużyjemy całe ciasto. Im dłużej pracujemy z ciastem, tym trudniej jest je wałkować, bo masło się topi i masa zaczyna przyklejać się do wałka.
Ciasteczka podczas pieczenia nie rosną, więc nie musicie układać ich koło siebie w dużych odległościach. Ja piekłam swoje 10 minut, ale każdy piekarnik jest inny. Pilnujcie więc tak po 8 minutach i kontrolujcie czy nie przypiekają się zbyt mocno. Ciasteczka po upieczeniu ściągnęłam z całym papierem na kratkę i pozwoliłam im ostygnąć zanim przeniosłam je na talerz. W tym czasie piekłam kolejną, wcześniej przygotowaną partię.
To wszystko.
Ciasteczka wyszły kruche, aromatyczne i na prawdę smaczne.
Znikały szybciej niż się piekły.
Sprawdźcie z jaką prędkością będą znikały z Waszego talerza.
K.
#ciasteczkakorzenne #ciasteczka #kruche #bożenarodzenie #christmas
