Polowanie na śmietniku

Hej ludzie! Mam dziś dobry nastrój, bo udało mi się przejąć w posiadanie coś, co marzyło mi się od dłuższego czasu i do tego dostałam to za zupełną darmoszkę, czyli tak, jak tygrysy lubią najbardziej. 😉 Otóż w moje ręce wpadły właśnie krzesła z okresu PRL – u, sztuk trzy. Jeszcze szukam info na ich temat, bo nie jestem pewna czy to Chierowski. Przypominają pożądaną przeze mnie Agę, ale mają nieco inne nóżki, a że jestem laikiem w temacie, nie jestem w stanie stwierdzić co dokładnie znalazło się dzisiaj na moim strychu.
Źródło: pixabay.com
W zeszłym roku odkryłam w sobie ciągotkę do mebli z tego okresu. W zasadzie to zawsze mi się podobały, ale dopiero rok temu zdałam sobie z tego sprawę przechodząc obok jednego z okolicznych śmietników. Dotychczas mebelki skupiały na mnie swoją uwagę kiedy spoglądałam na kultowe polskie produkcje filmowe jak „Alternatywy 4” czy „Czterdziestolatek”. Zamiast śledzić fabułę obczajałam co stoi w każdym wnętrzu. Nie wnikałam i do dziś nie wnikam jaka jest geneza konkretnego sprzętu. Po prostu mam do nich ogromną słabość, szalenie mi się podobają i wiem, że wiele z nich otrzyma swoje drugie życie zdobiąc moje przyszłe miejsce na ziemi.
Żeby nie przeciągać, tak wygląda krzesło, które wypatrzyłam na stercie przeznaczonej do spalenia podczas przedwczorajszego spaceru z Bąblem:

Gdyby nie to, że właśnie zasnął, a znalezisko zlokalizowane było przy 2 – 3 rodzinnym poniemieckim budynku, od razu poleciałabym zapytać mieszkańców czy nie chcą „pozbyć się” czerwonych piękności, oczywiście nie zdradzając jak wielką miłością do nich zapałałam widząc je na ich podwórku ZUPEŁNIE PRZYPADKIEM ( kocham takie znaleziska, bo jak szukam celowo, to guzik znajduję ). Musiałam wziąć głęboki wdech, pójść dalej i obejść się smakiem. Dziś przed południem już sterczłam pod bramą i próbowałam porozumieć się z którymś z lokatorów. Nie zastałam nikogo :/ W akcie desperacji chciałam przypiąć do jednego z krzeseł kartkę z moim numerem telefonu i prosić o kontakt zanim krzesła skończą swój niemal sześćdziesięcioletni żywot w piecu, ale jak na złość nie miałam nic do pisania. I znów z ciężkim sercem wróciłam do domu. Spisałam je już na straty kiedy dzwoniąc później do mamy będącej właśnie na zakupach usłyszałam Mam dla ciebie niespodziankę. Jaką? – odpowiedziałam, o krzesłach nawet nie myśląc, bo mama bawiąc się dziś z Mikołajem nabawiła się kolejnej kontuzji nogi. Usłyszałam w słuchawce Krzesła są już w moim bagażniku. Myślałam, że posikam się ze szczęścia. Zrozumie tylko ten, kto tak jak ja ma świra na punkcie staroci. Moja radość nie dała się niczym zmierzyć, tym bardziej, że mama na prawdę musiała sobie zadać wielki trud żeby je dla mnie zdobyć. Widziała moje maślane oczy kiedy o nich opowiadałam. Śmiała się, że za jej czasów to były klekoty, a ja się dziś o nie zabijam, ale zdawała sobie sprawę jak bardzo ich pragnę. No i są. Przywiezione malutką polóweczką. Nie wiem jak mama je tam upchała, ale w sumie kiedyś przewiozłyśmy tym autem komodę, łóżko i w zasadzie wyposażenie całego mojego pokoju z czasów studenckich i to w dwóch ratach, więc czymże miałyby być dla niej teraz takie trzy krzesełka…. 😉
Nigdy nie renomowałam mebli. Tapicerowanie na 99 % zlecę fachowcowi, resztą zajmę się sama. Najchętniej zaczęłabym zaraz, ale Bąbelino mocno skraca mi dobę. Z resztą, teraz, kiedy są już u mnie mogę spać spokojnie z świadomością, że nie skończą w piecu. Mam cichą nadzieję, że w niedługim czasie podzielę się z Wami metamorfozą. Widzę je w głębokim turkusie z jasnymi drewnianymi nogami, ewentualnie w odcieniu brązu. Siedzisko mogłoby być multikolorowe, z jakimś szalonym wzorem jak podpowiada mi znajoma z IG, ale póki co, wnętrze w którym mieszkam nieco mnie ogranicza. Czas pokaże na co się zdecyduję, ale będę wdzięczna za wszelkie Wasze sugestie odnośnie nie tylko kolorystyki, ale i technik.
Może mi się przyśnią w nowym wcieleniu?
Oby.
K.