To ja – Matka Polka
![]() |
| źródło: pixabay.com |
Matka Polka – to ja. Nawet nie wiem kiedy się nią stałam, bo na pewno nie tuż po urodzeniu małego Mikołaja. To ewoluowało we mnie z każdym naszym wspólnym dniem, z każdą chwilą nowej rzeczywistości. Nowej, bo dotąd nieznanej. Nigdy nikomu nie byłam tak szalenie oddana (choć wydawało mi się, że bardziej oddaną być nie można) niż temu małemu człowiekowi. Potrzeby innych, a już na pewno te własne spadły gdzieś w ogromną przepaść, a na samym szczycie stanęły te najważniejsze – potrzeby mojego dziecka. Może kompletnie oszalałam na punkcie Mikołaja. Czasem zastanawiam się czy każdy rodzic kocha tak mocno jak ja, ale mimo tych wszystkich trudności jakie stawia przed nami rodzicielstwo jestem szalenie szczęśliwa. Też tak macie?
Fakt, bycie mamą, bycie rodzicem, wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, o których raczej nie muszę pisać, bo większość z Was wie o czym mówię. Często towarzyszy temu skrajne zmęczenie, problem z zapamiętaniem podstawowych rzeczy (np. że mąż od 3 dni alarmuje, że nie ma czystych skarpet 😉 ), piętrzący się w domu bałagan itd. Zaległości nadrabiamy kiedy bobas śpi, a i tak lista rzeczy do zrobienia nie ma końca. Trzeba nauczyć się znajdować kompromisy, wyznaczać priorytety, a na inne rzeczy zacząć patrzeć z przymrużeniem oka. Dla mnie najważniejsze jest, to żeby moje dziecko miało wspaniałe, niezapomniane dzieciństwo. Ktoś zaraz powie, przecież ono i tak nie zapamięta nic z okresu kiedy miało kilka miesięcy czy dwa lata. Tak, nie zapamięta, ale to jak dorasta kształtuje jego osobowość, poczucie bezpieczeństwa i wpływa na to jakim człowiekiem będzie jako dorosły. We wszystkim, co robimy staram się patrzeć na świat z perspektywy Mikołaja i dzięki temu, też mam przy tym niezłą frajdę. Niby to my rodzice pokazujemy świat dzieciom, ale to tak na prawdę one uczą nas świata na nowo. Dzięki nim zatrzymujemy się na chwilę i dostrzegamy małe wielkie rzeczy. Niesamowite jest to z jaką fascynacją dzieci patrzą np. na poruszany na wietrze liść, biedronkę na źdźbłu trawy, czy parę lecącą z ust w mroźny dzień. Wszystko jest dla nich zupełnie nowe, a obserwacja ich reakcji kiedy odkrywają kolejną rzecz jest bezcenna. Dzieci to ogromny dar, dlatego chwytam każdą chwilę i staram się ją dobrze wyryć w pamięci. Uwielbiam nasze poranki, wspólne drzemki, zasypianie, przytulasy i wygłupy. Kocham patrzeć kiedy M. uśmiecha się przez sen, z ciekawością wsłuchuję się w to, co mówi tuż po przebudzeniu. Czasem pękam ze śmiechu, innym razem się wzruszam. Z niedowierzaniem patrzę jak niesamowicie rozwija się z dnia na dzień i jestem ogromnie wdzięczna, że mogę w tym uczestniczyć. Nie potrafię opisać słowami jakie wrażenie wywiera na mnie to, jak dziecko ewoluuje, zaczyna samodzielnie myśleć, dokonywać wyborów. mogłabym pisać i pisać, ale część z Was może usnąć 😉 Chcę po prostu powiedzieć, że czas leci tak szybko, że na prawdę zaraz ten cudowny, pachnący bobas zamknie za sobą drzwi i zacznie samodzielne życie. Jeśli chcesz być jego częścią, niech on będzie najważniejszą częścią Ciebie. Oczywiście nic na siłę, każdy robi tak jak czuje, ale uważam, że każde dziecko na to zasługuje.
To niby banalne i oklepane, ale na prawdę każdy, nawet najdrobniejszy uśmiech dziecka daje tyle radości. Ktoś kiedyś powiedział, że gdy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. Pojęłam to dopiero wkraczając w krąg rodziców. Rozumiecie mnie? A może zupełnie oszalałam? Jeśli tak, to dobrze mi z tym.
K.
