Mamo nie zostawiaj mnie!

Ostatnio strasznie mało mnie tu, a to wszystko zasługa mojego małego Bossa. Mam wrażenie, że nie mam czasu na nic. Ciężko jest mi ogarnąć nawet najłatwiejsze domowe zadania.
Od narodzin Małego minęło już 15 miesięcy. Czas leci jak szalony. Cieszę się jedynie, że potrafię łapać i delektować się tą maleńkością Tymusia. Z Liwią byłam zbyt przejęta stanięciem na wysokości zadania bycia Mamą i zajeżdżałam się gonieniem za doskonałością, a przecież i tak nie dostanę Oskara za idealnie wyprasowane koszule czy nieskazitelnie czyste okna. Teraz potrafię pogodzić wszystkie domowe obowiązki, z pracą, pasją i opieką nad dziećmi. Dodam, że nie mam opiekunki, moje dzieci nie chodzą do żłobka czy przedszkola, ale za to mam wymarzonego męża, który bardzo często mi pomaga ♡ Zluzowałam gacie. Najważniejszy jest dla mnie uśmiech dzieci, uszczęśliwianie ich i spędzanie z nimi jak najwięcej czasu.
Dostrzegam ogromną różnicę w rozwoju drugiego dziecka, w stosunku do pierwszego. Jak to mawia moja Teściówka: Bo dwa lepiej się chowają. I jest w tych słowa wiele racji. Tymuś śledzi Liwię non stop, dzięki temu jest bardzo sprawny fizycznie. Wejście na oparcie kanapy nie stanowi najmniejszego problemu. Ogrania wiele zabawek dedykowanych dla starszych dzieci, a od miesiąca podejmuje nocnikowe próby już z wieloma sukcesami. Czyli racja, że dwa się lepiej chowa.
Po narodzinach Małego nie mogła wyjść z podziwu. To dziecko non stop spało. Przesypiał całe noce. W czasie aktywności cieszył się i potrafił sam zająć się sobą. Niestety nadszedł czas ząbkowania i z mojego cudownego, grzecznego Aniołka wyszło szydło. Znajomi mówią, że teraz musi sobie odbić te wszystkie przespane noce i leżenie w bujaczku bez słowa. Problemy zaczęły się około 6 miesiąca życia, razem z pojawieniem się pierwszego zęba. Na moje oko i tak ząbkowanie przebiega delikatnie, w przeciwieństwie do Liwii, która gorączkowała, łapała infekcje, dopadała ją biegunka i wymioty.
Na dzień dzisiejszy mamy 10 zębów. Ostatnie dwa chciały mnie wykończyć.

Więź z mamą

Wszystko zaczęło się po pierwszych urodzinach. To był jakiś przełomowy moment w naszym związku. Od tego czasu nie rozstajemy się na krok. Maleństwo uspokaja się tylko w moich ramionach, bardzo mocno daje mi odczuć, że jestem dla niego najważniejsza. Czego nie robi się z miłości, ale…
No właśnie i tu pojawia się ALE. Ząbkowanie daje się we znaki nie tylko Małemu, ale mi również. O nocach nawet nie chcę mówić, rano czuję się jak po mega imprezie. Nie potrafię powiedzieć ile razy się budzimy, bo po 12 pobudce o 23 przestaję liczyć, a do rana jeszcze daleko. I w ten sposób koło się nakręca. Malut od samego rana jest zmęczony, marudny, nie ma siły i o wszystko się potyka. Każde jego niepowodzenie kończy się płaczem i chęcią przytulenia. Uwielbiam się przytulać do moich dzieci, ale nie 12 godzin dziennie. To znaczy mogłabym, gdybym nie musiała wykonywać innych czynności. Od rana się nosimy, dopiero mam chwilę wytchnienia po 12, kiedy T. idzie spać, oczywiście jak się zgodzi, bo nie zawsze się to udaje. Wtedy mogę odpocząć przy gotowaniu obiadu, sprzątaniu, praniu itd. To najlepszy czas w ciągu dnia 😃
 
Kiedy znikam mu z oczu, rozpacz przybiera takie rozmiary, jakby to miał być koniec świata. No tak przecież taki Maluszek nie rozumie, że Mama zaraz wróci. Staram się go wspierać, jestem bardzo wyrozumiała, ale jak uda mi się wyrwać chociaż pod prysznic i spędzić sam na sam parę minut cieszę się jak głupia. 
15 miesiąc naszej wspólnej przygody to bardzo trudny czas dla nas obojga. Tymuś jest zazdrosny, zaborczy, wisi na mnie całymi dniami. Towarzyszy mi w każdej minucie, razem odlewamy makaron, chodzimy do toalety, mam go non stop na rękach. Możecie powiedzieć, że dałam sobie wejść na głowę, to teraz tak mam. Może i tak, ale nie potrafię patrzeć na krzywdę dziecka, które cierpi odczuwając ból związany z wyrzynającymi się zębami. 
W okolicach 15 miesiąca dziecko zaczyna panicznie bać się rozłąki z ukochaną osobą. Sprzężenie lęku separacyjnego z zębami, zmęczeniem daje niezłe kongo. Okazuje się, że trafiłam na książkowy przypadek.
Dlatego bardzo ważne jest zostawienie takiego delikwenta pod dobrą opieką i zajęcie się sobą. Pamiętajmy o sobie w macierzyństwie. My Mamy też potrzebujemy relaksu, bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. 
 
PS Ostatnio błagałam Krzyśka, żeby wynajął mi hotel na jedną noc, żebym mogła się nareszcie wyspać. Postawiłam warunek: w hotelu nie może być innych gości, ani remontu. Nie przespałam całej nocy od ponad 3 lat. Zobaczymy, póki co czekam co ojciec wymyśli… 
 
Dajcie znać w komentarzu czy Was też dopadł koszmar 15 miesiąca 😏

I.