Szybko, łatwo i tanio czyli sposób na kiełki w słoiku
Uwielbiam kiełki. Dodaję je do kanapek, sałatek i kasz. Zazwyczaj kupuję je w marketach spożywczych, a ich cena oscyluje w okolicy 4 złotych za opakowanie ( 50 – 150 g ). Od długiego czasu chodziło za mną zmierzenie się z własną produkcją, ale odstraszała mnie zabawa z kiełkownicami, pleśnią itd. Jakiś czas temu zobaczyłam u podglądanej od dawna znajomej z IG fotkę z kiełkami w słoiku. Okazało się, że można je hodować w zwykłym słoju bez większych ceregieli. Przekonało mnie takie rozwiązanie, ale wypróbowałam je dopiero teraz i nastawiam słoik za słoikiem nie szczędząc sobie zielska w żadnym posiłku. Młócę słoik w jeden dzień i z zaniepokojeniem spoglądam czy kolejny jest już na tyle daleko bym mogła rozpocząć konsumpcję. Sprzedaję Wam dzisiaj tą prostą opcją na posiadanie własnego „kiełkowiska”. Bierzcie, jedzcie, korzystajcie!
Namaczacie kiełki w wodzie. Ja swoje nastawiam wieczorem i rano już lądują w słoiku.
2. Dzień
Umieszczacie kiełki na sicie, przepłukujecie je pod bieżącą wodą i przekładacie do słoika. Wieko zakrywacie gazą o niezbyt gęstym splocie. Ja miałam akurat gaziki jałowe. Rozkładam dwa, kładę je na sobie, umieszczam na słoju mocując je gumką recepturką. Ważne jest żeby gaza, tudzież pielucha, nie miała zbyt gęstej faktury, bo wewnątrz nie będzie odpowiednio dużo powietrza i kiełki będą pleśnieć. Słoik kładziecie do góry dnem pod skosem na miseczce i stawiacie go w umiarkowanie oświetlonym miejscu. U mnie jest to parapet w kuchni, ale od rana do południa stoją nieco dalej, bo już mamy takie słońce, że zaczęły by się gotować. Jak słonko przechodzi na drugą stronę domu, stawiam je ponownie na parapet. Kiełki przepłukujemy minimum 2 razy dziennie. Dobrze jest dobić do 5 razy. Mi się nigdy nie udało, ale i tak wszystko szło zgodnie z planem. Wodę nalewacie do słoika nie ściągając gazy. Lekko bełtacie słoikiem, delikatnie wylewacie wodę i ustawiacie słoik na misce.
![]() |
| 3 dzień kiełkowania |
3 – 4 Dzień
Powtarzamy czynności z płukaniem kiełek.
5 Dzień
Zajadamy!
Dziś krótko i na temat. Właściwościom kiełek poświęcę odrębny post. Zakładam, że wielu z Was wie jaki ogromny potencjał drzemie w tych niepozornych, małych kiełkujących roślinkach. Kolejny wpis pokaże jedynie, że warto po nie sięgać nie tylko ze względu na walory smakowe. Szczególnie teraz kiedy mocno odczuwalne jest przesilenie wiosenne i mimo pięknej pogody czujecie, że Wasz poziom energii nieuchronnie zbliża się do 0.
Aaaa… To, co zdążyłam dotychczas zauważyć, to fakt, że domowe kiełki są bardziej wyraziste w smaku od kupnych i mają intensywniejszy kolor. Może to zasługa indywidualnego podejścia ( nie hodowli hurtowej) i dostępu do prawdziwego słonka. Nie wiem, nie znam się, bo jestem beznadziejnym ogrodnikiem. Nie mam ręki do roślin. Z kiełkami wyjątkowo się udało, a jak udało się mnie, kompletnemu lamusowi ogrodowemu, to zapewniam, że Wy też nie polegniecie.
Dajcie znać jak Wam poszło i co kiełkowaliście.
K.


