Domowa apteczka – syrop z mniszka

Kilka dni temu przechadzałam się po ogrodzie i mój Mały Człowiek zawołał do mnie „Mamo, żuty kwiatek!” Spojrzałam na dół, a tam moim oczom ukazały się pierwsze tegoroczne mniszki. Rozejrzałam się dookoła i okazało się, że powoli zaczynają porastać nasz trawnik. W związku z tym, że od 4 lat zasilam naszą domową apteczkę własnymi medykamentami, z niecierpliwością czekam, aż kwiaty zaczną siać się dywanem po ogrodzie żeby móc zebrać ilość wystarczającą na podwojenie, a nawet potrojenie porcji z poniższego przepisu, bo jak już coś robię, to lubię przystanąć na dłużej w kuchni niż rozdrabniać się i wracać do czynności kilka razy, co Wam również polecam.

Dla niewtajemniczonych kilka istotnych faktów na temat opisywanego przeze mnie specyfiku. Syrop, nazywany też miodem z mniszka czy mlecza, znany jest głównie ze swoich przeciwkaszlowych właściwości. Ma jednak znacznie szersze spektrum działania. Warto go używać nie tylko w wypadku infekcji, ale dozować sobie przez cały rok wzmacniając układ odpornościowy i wspomagać organizm w wielu innych procesach. Złoty płyn jest bogaty w witaminy A, C, D i te z grupy B, m.in. B4 – cholinę wspomagającą układ nerwowy i będącą sprzymierzeńcem wątroby w procesie oczyszczania z toksyn. Potas, magnez, krzem i żelazo wpływają dobroczynnie na układ pokarmowy i odpornościowy. Dzięki zawartości garbników, miód z mniszka wykazuje właściwości przeciwświądowe, przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i znieczulające skórę co ma ogromne znaczenie w leczeniu infekcji gardła. Obecne w syropie flawonoidy o właściwościach antyoksydacyjnych opóźniają procesy starzenia i tym samym chronią przed nowotworami i chorobami układu krążenia. Triterpeny obniżają poziom cholesterolu, zmniejszają skurcze naczyń krwionośnych. Posiadają właściwości przeciwbólowe, przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze. Wspomagają również procesy detoksykacyjne organizmu. Występująca w syropie inulina obniża poziom cukru we krwi, wspomaga jelita wzmacniając układ immunologiczny. Kwas krzemowy poprawia stan skóry łagodząc wszelkie zmiany, podrażnienia i wypryski. Kwasy polifenolowe spowalniają wchłanianie cukru, a także posiadają właściwości przeciwreumatyczne, przeciwmiażdżycowe, przeciwgorączkowe i stymulujące układ odpornościowy organizmu. I na koniec wisienka na torcie – asparagina – pobudzająca procesy myślowe.
Czego chcieć więcej?! Wszystko w pigułce, no może w płynie, ale nie pozostaje nic tylko pić i cieszyć się świetnym zdrowiem. Przyznam Wam się, że nie piję syropu przez cały rok, ale w ubiegłym chorowałam tylko raz, a z wszelkimi przeziębieniami rozprawiałam się w ciągu jednego wieczora.
Składniki na porcję syropu:
– 500 – 600 sztuk kwiatów (jeśli małe, to więcej)
– 1 litr wody
– 1 kg cukru brązowego lub białego z łyżką melasy trzcinowej
– 2 cytryny ze skórką
Nie wiem czy to cukier zastosujecie ma znaczenie w aspekcie zdrowotnym. Ja wybieram brązowy ze względu na walory smakowe i ogólnodostępność. Jeśli chodzi o melasę trzcinową, to mi udało się zakupić jedynie taką z buraków. Jeśli macie, dodajcie, bo melasa to odrębny temat jeśli chodzi i właściwości prozdrowotne. Ma specyficzny smak, który nie każdemu będzie odpowiadał. W podanej w przepisie ilości na pewno się zgubi i fajnie zgra z aromatem cytryn.
Kwiaty najlepiej jest zbierać około południa w słoneczny dzień, tak żeby były otwarte. Zbiory robimy do końca maja. Wybieramy najokazalsze sztuki. Ja z pazerności zbieram wszystko ;). Nie martwcie się, jeśli zerwiecie je z częścią łodygi. Wszystkie części mniszka są jadalne. Polecam Wam zrywanie w rękawicach albo chociaż przez foliówkę, bo mniszek mocno barwi skórę dłoni. Kiedy mamy już wystarczającą ilość kwiatów, rozkładamy je na białym papierze/obrusie (u mnie ręczniki papierowe kuchenne). Chodzi o to żeby ewentualni „mieszkańcy” kwiatów mieli szansę je opuścić i nie stanowić źródła białka w Waszym syropie ;). Ja zostawiam tak swoje na kilka godzin i działam dalej wtedy, kiedy mam czas. Następnie sparzamy cytryny i kroimy je (bez obierania) na plastry. Oczyszczone kwiaty płuczemy w wodzie. Do garnka wlewamy potrzebną ilość płynu, wrzucamy kwiaty i cytrynę, doprowadzamy do wrzenia i odstawiamy na 12 – 16 h. Po tym czasie dobrze odciskamy wszystko przez gazę/pieluchę, płyn przelewamy do garnka, dodajemy cukier i gotujemy na wolnym ogniu 1 – 1,5 h. Syrop jest gotowy kiedy w garnku będzie widoczna prawie sama piana. Zdejmujemy garnek z ognia, chwilę odczekujemy i jeszcze gorący płyn rozlewamy do słoików. Słoiki szczelnie zamykamy, odstawiamy do góry dnem, przykrywamy szczelnie ręcznikiem lub kocem i pozostawiamy do całkowitego wystygnięcia. Z tej porcji wychodzi około 4 słoiczków po 250 – 260 ml. Przechowujemy je na półce w spiżarce/szafce. Nie należy ustawiać ich w lodówce, bo zawartość może ulec krystalizacji.
Nie wiem od czego to zależy, ale mi dwukrotnie udało się uzyskać syrop o konsystencji galaretki. Podobno ta forma jest najbardziej porządna 😍. Płynna nie traci na wartości. Efekt końcowy widać tak na prawdę dopiero po jakimś czasie. Syrop jest przepyszny i niezwykle aromatyczny. Już podczas przygotowań Wasze mieszkanie ogarnie niesamowita woń kwiatów połączona z olejkami eterycznym zawartymi w cytrynowej skórce. Nie bez przyczyny nazywa się go miodem. Możecie śmiało dodawać go do herbaty, przyrządzicie pyszną lemoniadę z jego zawartością, a nawet polejecie nim naleśniki czy wszelkiej maści placuszki. No i oczywiście spożywać w czystej formie bezpośrednio ze słoika.

Robiliście już kiedyś własny syrop? Macie ulubione formy podawania? Może dodacie kilka słów od siebie w komentarzach. Gorąco zachęcam.

K.

3 thoughts on “Domowa apteczka – syrop z mniszka”

  1. W zeszłym roku zrobiłam 39 słoików :O i już dawno nie mamy. Używaliśmy do wszystkiego zamiast miodu. W tym roku wszystkie pola moja!

  2. Najlepiej jest zbierać z dala od dróg itd. z wiadomych powodów. No i starać się unikać miejsc gdzie ludzie wyprowadzają swoich pupili 😉

Comments are closed.