Jak przygotować się do ciąży

Kiedy w 2013 roku zostałam oficjalnie mianowana żoną pana K. nie zastanawiałam się jak to będzie kiedy zapragniemy aby do naszego K – składu dołączył nowy członek. Naturalnym było dla mnie, że kiedy poczujemy się gotowi do wcielenia w rolę rodzica, poczynimy starania ku temu, by na świecie pojawił się upragniony bobas. Nie myślałam wtedy, że powinnam się na to jakoś szczególnie przygotowywać i zdałam się na los. Niestety, szybko okazało się, że nie mogę mu w zupełności zawierzyć i trzeba będzie włożyć nieco więcej wysiłku, by móc cieszyć się wymarzonym maleństwem. Dzisiejszym wpisem chcę Wam jedynie uzmysłowić na co warto zwracać uwagę jeśli faktycznie planujecie zostać rodzicami.

Zaznaczę na wstępie, że nie jestem lekarzem i piszę Wam jedynie o moich doświadczeniach. Nasza sytuacja była taka, że u mnie na pewnym etapie starań stwierdzono mutację w genie MTHFR odpowiedzialną za problem z przyswajaniem folianów, czyli między innymi witamin z grupy B i kwasu foliowego. Nie muszę Wam chyba tłumaczyć jak ważną rolę w procesie rozrodczym odgrywa właśnie wspomniany kwas foliowy. Mój organizm nie radził sobie z metabolizmem tych substancji i tym samym znacznie ograniczał szansę na zdrowe potomstwo. Na szczęście udało mi się trafić w ręce specjalisty, który na hasło ciąża i MTHFR nie robił wielkich oczu i bardzo szybko udało mi się wyjść na prostą. Zalecenia, które otrzymałam będą odpowiednie w odniesieniu nie tylko do mojego przypadku, ale dla każdej „starającej się” przyszłej mamy.

33. tydzień upragnionej ciąży
1. Zbilansowana dieta
Z tym akurat nie miałam większego problemu. Odkąd pamiętam starałam się jeść racjonalnie. Wiadomo, że prócz standardowych posiłków zdarzały mi się wyskoki typu tabliczka czekolady czy paczka czipsów, ale wychodzę z założenia, że jeśli jest to krótki epizod i szybko wracam na właściwe tory, to nie zamierzałam się tym zadręczać. Wszystko jest dla ludzi. Moje żywienie opierało się – i tak jest po dziś dzień – na ograniczaniu żywności wysokoprzetworzonej. Zatem im prościej, tym lepiej. Będzie to szczególnie łatwe teraz, kiedy mamy po dostatkiem nowalijek i innych sezonowych dobroci. Kasze, nasiona, orzechy, owoce i warzywa. Podstawa mojej piramidy żywieniowej, która nieco poprzewracała się w momencie przyjścia na świat Mikołaja. Teraz czas goni mnie niemiłosiernie i niestety często zdarza mi się przelecieć przez kuchnię jak odkurzacz. Na szczęście śmieciowe jedzenie jest w naszej kuchni znacznie ograniczone, więc nawet jak się mocno nachapię, to i tak bilans końcowy jest na plus. Nie będę wyszczególniać Wam składu talerza. Zaproszę Was po prostu na mój profil na Instagramie hop. Jak przeskrolujecie do momentu kiedy nie pojawiają się małe rączki i stópki, będziecie mieć obraz tego jak jadłam przed ciążą. Nie jest to dieta tylko styl życia. Inspirujcie się, cudów tam nie ma.
2. Suplementacja
Z racji tego, że moje posiłki były dość mocno zróżnicowane, nie czułam potrzeby dodatkowego wspomagania organizmu. Miałam wzorową morfologię, więc jakiekolwiek witaminy w postaci tabletek były w moim odczuciu zupełnie zbędne. Kiedy jednak okazało się, że nie przyswajam pewnych substancji mimo, że spożywam ich źródła w ilości hurtowej, musiałam wspomóc się wizytą w aptece. I tak codziennie w okresie starań ( u nas jakieś 4 miesiące ) łykałam witaminę D, kompleks witamin z grupy B, selen, kwasy DHA i jedyną znaną mi wówczas na rynku polskim metylowaną formę kwasu foliowego zawartego w kompleksowym suplemencie dedykowanym przyszłym i obecnym mamom. Selen zalecany jest również przyszłym tatusiom ze względu na poprawę jakości nasienia. Powiem Wam że przy takim arsenale wróciła mi życiowa energia, choć nigdy mi jej nie brakowało. Nie wiem czy to za sprawą pigułek, a musicie wiedzieć, że nie jestem zwolennikiem przyjmowania tabletek, ale na prawdę czułam, że mogę podbijać świat. To pewnie dlatego, że moja przypadłość mocno uzależniona jest od dostępu wspomnianych już folianów, które regulują wiele aspektów funkcjonowania organizmu, nie tylko w kwestii rozrodczości.
3. Zdrowy tryb życia
Nie muszę Wam pisać, że to jak się prowadzimy, owocuje później w tym jak kształtuje się nowe życie pod naszym serduchem. Oczywistym jest rezygnacja z używek typu alkohol, tytoń o innych nawet nie wspomnę. Jednak w okresie starań ciężko jest z marszu przestawić się na „tryb ascety”. Ja nigdy nie byłam wielkim wyskokowcem, nie czułam się więc z tego powodu mocno ograniczona. Moim zdaniem nie należy się spinać w tej kwestii, bo wyniknie z tego więcej szkód niż pożytku. Stres, to niestety faktor, który, choćbyśmy stawali na rzęsach, może zupełnie zniweczyć wszystkie nasze dotychczasowe starania. Także wszystko mądrze i z głową, bez zbędnej spinki 😉 Znam wiele mam, które były po więcej niż jednej lampce winka w momencie kiedy najprawdopodobniej poczęły upragnionego Bąbelka i cieszą się dziś zdrowym Maluszkiem. Po zajściu w ciążę kategorycznie rezygnujemy z wszelkich używek i tu nawet nie ma o czym dyskutować. Pamiętajmy też o ruchu na świeżym powietrzu, nie musi być to od razu maraton, wystarczy umiarkowany spacer, rower, rolki czy basen. Ruszajmy regularnie tyłki z kanapy i będzie dobrze. Ruszajcie się na zapas, bywa bowiem że w ostatnim etapie ciąży albo co gorsza od samego początku (tak jak u mnie) będziecie skazane na „osiadły tryb życia” lub „leżenie odłogiem”, a rower czy rolki przejmą rolę domowego kurzołapa.
4. O 12 zajdę w ciążę czyli planowanie z zegarkiem
Jak już wspomniałam, stres jest największym szkodnikiem w procesie starań o dzicko i w wielu innych aspektach życia. Tutaj jednak ograniczenie go ma znaczenie szczególne, bo nie ma nic gorszego niż działanie pod presją. Pytania ze strony mam, babć, ciotek i innych „życzliwych osób” To co, kiedy będziesz w ciąży? ; Ile to już jesteście razem, może już czas na dziecko? ; Słyszę tykanie zegara, a dzieci ani widu ani słychu, na co czekacie? na nic się nie zdadzą, a jedynie pogłębią Waszą frustrację. Włączcie zatem tzw. olewator – swoją drogą powinien zostać opatentowany, bo przydaje się nie tylko w kwestii starań o dzieci – i róbcie swoje, w swoim tempie, nie patrząc na nikogo, bo Ci ludzie mieli już swój czas w tej kwestii. Spokój, brak pośpiechu i luźna głowa podstawą dzieciowego sukcesu. Pilnowanie owulacji z zegarkiem w ręku nie tylko zniszczy atmosferę w sypialni, ale sprawi, że Ty i partner zaczniecie się czuć jak maszynki do reprodukcji, co na pewno nie poprawi Waszej sytuacji w kwestii starań.
5. Musi przyjść ten właściwy moment czyli rodzicielstwo o czasie
Wiele moich koleżanek w rozmowach o dzieciach wspominało o powiększeniu rodziny w momencie kiedy: dostaną w pracy umowę na czas nieokreślony, awansują, spłacą ostatnią ratę za samochód, przeprowadzą się do większego mieszkania, wybudują dom, odhaczą na liście wakacyjnych podróży Indie, Chiny i inne Mongolie i wtedy… No właśnie… Wtedy często okazuje się, że jesteśmy już dobrze po 30., a nasz organizm nie współpracuje z nami tak, jak byśmy chcieli. Żeby było jasne, ciąża po trzydziestce nie jest obecnie niczym nadzwyczajnym, miejmy jednak na względzie, że może wymagać nieco więcej uwagi. Niezainteresowani wcześniej tematem, w końcu wykonujemy szereg badań i niestety ujawniają się np. problemy z tarczycą, gospodarka hormonalna wymaga doprowadzenia do ładu, wychodzą schorzenia, których najpierw musimy się pozbyć, aby móc zacząć starać się o dziecko, a to wszystko wymaga dodatkowego czasu, którego już wówczas mamy jak na lekarstwo i tu już wkrada się stres i ponownie koło się zamyka… Wiedzcie jedno, fajnie jest mieć zabezpieczoną przyszłość, wyznaczone plany zawodowe na kolejne 10 lat, stabilną sytuację materialną itd., ale w oczekiwaniu na to wszystko możemy przegapić ten „prawdziwy moment” i stracić kilka lat, przez które to już moglibyśmy cieszyć się Małym Człowiekiem. Z moich „wywiadów środowiskowych” wśród znajomych i przyjaciółek wynika, że i tak dwie kreski na teście pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie kiedy to tracimy pracę, dom jest dopiero w budowie, samochód wymaga kapitalnego remontu, a my właśnie wpłacamy pierwszą z 30 rat nowo zaciągniętego kredytu. Także planowanie planowaniem, a życie życiem.

6. Regularne badania
To niezwykle ważny aspekt nie tylko w odniesieniu do planowania powiększenia rodziny, ale po prostu w życiu codziennym. Róbmy morfologię i badanie moczu przynajmniej raz do roku. Te podstawowe badania często pozwalają na wychwycenie różnych anomalii nawet wtedy, kiedy pozornie czujemy się dobrze. Panie powinny pamiętać o corocznej cytologii i regularnych wizytach w gabinecie ginekologicznym. To podstawy, o których nie należy zapominać. Warto jest również kontrolować pracę tarczycy oraz wskaźników wątrobowych. Szczegółowe badania zalecą również lekarze prowadzący kiedy poinformujemy ich o swoich planach w kwestii dzieci. U mnie konieczna była wizyta w poradni genetycznej i szereg badań związanych z antykoagulantami, ale to inna bajka.Post nie jest niczym odkrywczym, ale może utwierdzi Was w tym, że warto przygotować się jako tako na przejście w stan błogosławiony. Okropny jest fakt, że często widzimy przyszłe mamy prowadzące się tak, że brak słów kiedy pprzyglądamy się temu z boku, a mimo wszystko zachodzą w ciąże jak za pstryknięciem palcami i rodzą zdrowe (przynajmniej z pozoru) dzieci, a kobiety dbające o każdy, nawet najmniejszy szczegół nie mogą cieszyć się ciążowym brzuszkiem. Sama by łam tego świadkiem siedząc przed izbą przyjęć po pierwszym niepowodzeniu. Dla mnie świat zawalił się jednego dnia, a kobieta szykująca się do porodu pytała mnie „o ognia”… Niestety świat pełen jest takich niesprawiedliwości, ale nam pozostaje wziąć głęboki oddech i z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Mikołajowe stopy, nie mam zdjęć testu, a to zdjęcie uwielbiam 😉

Kto ma na teście dwie kreski, a kto nie może doczekać się tego widoku?
Chwalić się!

K.