Syrop z kwiatów czarnego bzu

Kocham maj. Po pierwsze za to, że czas moich urodzin, a po drugie za to, jak wiele ma nam do zaoferowania. Wszechobecny zapach kwitnących roślin, zieleń i trele ptaków wprawiają mnie każdego dnia w cudowny nastrój. Jest to też okres intensywnych zbiorów, dzięki którym później mogę przez cały rok cieszyć się smakami i zapachami wiosny w pełni. Było już o mniszkach, sosnę przegapiłam, ale nie odpuściłam kiedy pojawił się w końcu czarny bez zwany też dzikim. Podobnie jak mniszek lekarski ma szerokie spektrum działania jeśli chodzi o właściwości prozdrowotne. Wybaczycie, że podaruję Wam wywód poświęcony właśnie temu zagadnieniu ( dzieć jest właśnie na finiszu drzemki, a koniecznie chcę skończyć ten wpis…) i przejdę od razu do przepisu na syrop, żebyście mogli skorzystać póki jeszcze pięknie kwitnie, a w tym roku (nie wiem jak u Was) wszystko przekwita w błyskawicznym tempie.
Syrop z kwiatów czarnego bzu:
– 40 – 45 baldachów bzu
– 0,7 kg cukru
– 1,5 litra wody
– 3 duże lub 4 małe cytryny
Kwiaty zbieramy w słoneczny dzień starając się zrywać je jak najbliżej tego – nazwijmy to – kwiatowego parasola, pomijając łodygę. Jeśli dysponujecie preparatem przeciw kleszczom, to polecam zastosowanie żeby nie wyjść ze zbiorów z gratisem. Staramy się zrywać kwiaty delikatnie żeby nie strząsać wartościowego pyłku. Zebrane baldachy rozkładamy na prześcieradle/białym obrusie/ręczniku kuchennym, dając szansę małym mieszkańcom na opuszczenie lokum. Po upływie 2 – 3 h zbieramy wszystko, zagotowujemy wodę wraz cukrem. Jeśli cytryny są woskowane wyciskamy z nich sok zostawiając miąższ i pestki. Jeśli nie, sparzamy i kroimy w grube plastry. Wrzucamy kwiaty na gotującą się wodę i  ściągamy garnek z ognia. Dodajemy cytrynę/sok i zostawiamy tak na 3 dni w chłodnym miejscu. Jeśli macie możliwość, wstawcie garnek do lodówki. Co jakiś czas mieszamy jego zawartość.
Po upływie 3 dni odcedzamy wszystko przez gazę lub pieluchę i solidnie odciskamy. Powstały syrop doprowadzamy do wrzenia, przelewamy do butelek lub słoików i pasteryzujemy np. w piekarniku – 110 stopni, dolna grzałka  – małe słoiki po koncentracie – 15 minut – wyciągamy następnego dnia.
Taki syrop można z powodzeniem pić przez cały rok dodając do herbaty czy przyrządzając przepyszną lemoniadę. Ma piękny zapach i równie dobrze smakuje. Nie raz ratował nas kiedy „brało nas” przeziębienie. Paracetamol, kilka łyków syropu przed snem i rano ani śladu po początkach przeziębienia.
Będę też czekać na owoce bzu, z których powstaje jeszcze lepszy moim zdaniem syrop zmieniający konsystencję do zbliżonej do dżemu – miodzio.
BONUS
Pozostałość w postaci odciśniętych kwiatów i cytryny zalewamy wódką do wysokości kwiatów i mamy pyszną naleweczkę ;).
Dla każdego coś dobrego!
A Wy znacie jakiś przepis z wykorzystaniem kwiatów dzikiego bzu? Słyszałam, że kwiaty zapiekane w cieście naleśnikowym są pyszne, ale nie miałam okazji spróbować.
K.